Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lądeckiej
 

Organizacja Pożytku Publicznego KRS 0000136007
Przekaż 1% swojego podatku dochodowego na rzecz naszego Towarzystwa!

2010-10-17

KARPIEŃSKIE SKARBY

 

W ramach realizacji operacji z działania "Małe Projekty" objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Lądeckiej planuje realizację następujących zadań:

 


 

Powołanie "Bractwa Hinkowego" - nazwa własna pochodzić będzie od ostatniego właściciela zamku Hinko Krusina, które uczestniczyć będzie w Pikniku oraz będzie "opiekować się" zamkiem. Planuje się, by członkami bractwa zostali uczniowie szkół z terenu LGD. Zostanie stworzony regulamin/statut Bractwa i przygotowane zostaną stroje dla członków  tj. dla dzisięciu osób.

Przeprowadzony zostanie Konkurs na sztandar - nastąpi przygotowanie i przeprowadzenie Konkursu na "Sztandar dla zamku". Zostanie on ogłoszony na wiosnę 2010 r. i rozpropagowany bezpośrednio wśród młodzieży oraz wśród mieszkańców obszaru funkcjonowania Lokalnej Grupy Działania poprzez  kontakt bezpośredni z młodzieżą, umieszczenie informacji w "Debatach Lądeckich" oraz prasie o charakterze regionalnym ( tj.: "Euroregio Glacensis" - informacje o wydawnictwie w załączeniu). Finał konkursu i uroczyste rozdanie nagród nastąpi w trakcie "Pikniku na Zamku", który odbędzie się we wrześniu 2010 roku. Nagrodą główną będzie aparat fotograficzny (wizualizacja w załączeniu).

 

Prace archeologiczne - W ramach tej operacji, na przełomie sierpnia- września 2010 roku na terenie ruin Zamku Kapień przeprowadzone zostaną prace archeologiczo - sondażowe prowadzone przez grupę badaczy liczacą około 10 osób. W jej skład będą wchodzili pracownicy merytoryczni jak i studenci odbywajacy praktyki studenckie. Szczegółowe informacje nt. zakresu badań oraz planowanego terminu ich realizacji stanowią załącznik do niniejszego wniosku o przyznanie pomocy.

 

"Legendy Zamkowe" - Przewiduje się przygotowanie i przeprowadzenie inscenizacji przygotowanej przez młodzież z terenu LGD. Scenariusz przygotowany zostanie na podstawie legendy przedłożonej w załączeniu do wniosku o przyznanie pomocy.

 

"Piknik na Zamku" -  w dniu 12 września 2010 roku przeprowadzona zostanie impreza plenerowa pn.: "Piknik na Zamku". Piknik ten będzie punktem kulminacyjnym realizacji operacji, zwieńczeniem prac Bractwa, Towarzystwa i miłośników ruin zamkowych średniowiecznego Zamku Karpień, osób związanych z aktywizowaniem społeczności lokalnej. W ramach pikniku przeprowadzonych zostanie szereg działań, m.in.: odbędzie się "Festyn rycerski" (na zamku staną stragany z przysmakami, jadłem zamkowym, słowem sprzedawcy wszystkiego - jak na jarmarkach ongiś bywało), każdy będzie mógł spróbować sił w strzelaniu z łuku. Zjadą rycerze "Bractwa Hinkowego", członkowie Akademii Przygody, rycerze z grodów (obecnie objętych funkcjonowaniem LGD), którzy będą paradować po ruinach zamku. Będą grajkowie, pląsy w rytm tańca średniowiecznego, pokaz tańca z ogniem, konkursy zamkowe dla dzieci. Nastąpi rozstrzygnięcie konkursu na "Sztandar dla zamku" oraz premiera inscenizacji pt.: "Legendy Zamkowe". Piknik ten stanowić będzie zaproszenie na kolejne przedsięwzięcie, jakim będzie wystawa w siedzibie Nadleśnictwa Lądek Zdrój w Stójkowie.

 

Wystawa pt.: "Skarby Karpna" zorganizowana zostanie w siedzibie Nadleśnictwa Lądek Zdrój w Strachocinie (gmina Stronie Śląskie). Stanowić ona będzie doskonałe miejsce wizyt wycieczek szkolnych i odwiedzin indywidualnych mieszkańców obszaru LGD oraz turystów. Sala wyposażona zostanie w sztalugi i antyramy (prezentujące materiał zdjęciowy z przeprowadzonych w 2010 r, prac badawczych) oraz zawierać będzie także przedmioty odnalezione na Zamku Karpień (wizualizacja przykładowych przedmiotów odnalezionych na Zamku w załączeniu) zaprezentowane w oszklonej gablocie. Wystawa ta powstanie dzięki wynikom badań i analiz przeprowadzonych na Zamku Karpień oraz dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności, beneficjenta i Nadleśnictwa.

 

Aera wypoczynkowa: Stworzona zostanie przestrzeń wypoczynkowa (miejsce wypoczynkowe wraz z miejscem na ognisko) na Zamku. Przestrzeń ta zostanie wysprzątana a później wyposażona w drewniane ławy, kamienne palenisko i kosze na śmieci.

 

W ramach realizacji operacji nastąpi oznakowanie turystyczne (oznakowanie szlaku na zamek - poprzez umieszczenie 9 tabliczek turystycznych/kierunkowych) i dwóch tablic informacyjnych oznaczających budowlę ostanowiącą ważne miejsce dziedzictwa kulturowego i historycznego LGD - ruiny Zamku.

 

Powstanie strona internetowa www promująca działania objęte dofinansowaniem jak i teren objety wdrażaniem Lokalnej Strategii Rozwoju i programu PROW na lata 2007-2013.

 

Ponadto wydane zostaną materiały promocyjno - informacyjne w formie: plakatów (1000 sztuk), ulotek (5000 sztuk) i pocztówek (1000 sztuk). Na łamach tygodnika "Euroregio Glacensis" ukażą się artykuły/ogłoszenia nt. działań realizowanych w ramach małego projektu.

 

  


 

EFEKT NASZYCH DZIAŁAŃ: 

Zamek Karpień

Kamienna budowla wzniesiona na skalistym wzgórzu Karpiaka (wys. 775 m.) Pierwsza wzmianka pisemna o zamku pochodzi z 1346 r. Z dokumentu tego dowiadujemy się, że Jan Luxemburski, król Czech przekazał zamek jako lenno Ottonowi, Reinczkowi i Mikołajowi, braciom z rodu von Glaubitz. Świadczyło by to, że zamek musiał stać w swej skończonej fazie budowlanej i należał do domen królewskich.

Fundacja zamku wiąże się z drugą fazą akcji kolonizacyjnej Ziemi Kłodzkiej, prowadzoną przez królów czeskich, Przemysława Ottokara II (1253-1278) i Wacława II (1283-1305). Powstały wtedy dobra feudalno-administracyjne (państvi). Zamek Karpień był centrum administracyjno-obronnym. W skład tej posiadłości zwanej Państewkiem Karpieńskim wchodziło w XIV w. 13 wsi oraz miasto Lądek (Landeck). Wzniesienie zamku zabezpieczało granice, osadnictwo i trakt solny (zwany Drogą Solną), surowca wówczas cenniejszego niż złoto. Ród von Glaubitz brał czynny udział w wojnach husyckich. W roku 1428 Zamek Karpień zostaje częściowo zniszczony przez husytów. W 1342 r. Zamek stracił rolę warowni granicznej ze względu na zhołdowanie Księstwa Nyskiego przez biskupa wrocławskiego Przecława z Pogorzeli, królowi czeskiemu Janowi Luxemburskiemu. W 1353 r. król Czech Karol IV odkupuje od Mersana z Parchwitz Zamek Karpień i rozpoczyna jego remont. W 1354 r. król przekazał zamek bratu Janowi, w 1378 zamek przechodzi na własność bratanka króla Jodoka. Po śmierci Jodoka w 1411 r. zamek przejął król Czech Wacław IV. Po śmierci Wacława w 1420 r. zamek odziedziczył król Czech Zygmunt Luksemburski. W 1422 r. król mianował nowego starostę kłodzkiego, Putę z Czastalovic, który stał się i prawnym właścicielem Zamku Karpień. I tym razem Puta walczył z husytami, którzy po wkroczeniu do Ziemi Kłodzkiej i zdobyciu Bystrzycy Kłodzkiej zdobyli i złupili Zamek Karpień. W roku 1431 Puta otrzymał w zastaw Księstwo Ziębickie i całą Ziemię Kłodzką. Po śmierci Puty z Czastolovic Hinko Kruśina z rodu rycerskiego von Lichtenberg wykupił z rąk spadkobierców Puty całą Ziemię Kłodzką, były husyta aktualnie wierny poddany korony czeskiej. W roku 1440 Hinko Kruśina poślubił wdowę po Pucie – Annę i tym samym potwierdzając swoje prawa do Ziemi Kłodzkiej jak i Księstwa Ziębickiego. Przejęcie Księstwa Ziębickiego spotkało się z oporem mieszkańców wspieranych przez władców śląska, między innymi Wilhema Opawskiego i biskupa wrocławskiego Konrada IV.

Najpoważniejszym punktem opozycyjnym w Księstwie Ziębickim był klasztor cystersów w Henrykowie. Zamek Karpień stał się bazą wypadową do interwencji zbrojnej Hinka Krusiny w celu podporządkowania sobie prawnie należących do niego Ziem Śląskich. Latem 1442 r. wojska Hinka Kruśiny wkroczyły na Śląsk i 28 lipca 1442 r. zdobyły oraz złupiły opactwo w Henrykowie. Jednak ten pokaz siły nie spowodował wygaśnięcia walk jak tylko eskalację konfliktu. W latach 1442-1443 zamek pełnił rolę więzienia dla znaczniejszych jeńców pojmanych w wyniku toczącej się wojny ze zbuntowanymi poddanymi Hinka Kuśiny. Wypuszczono ich po otrzymaniu 900 guldenów okupu. W 1443 r. na Ziemię Kłodzką ruszyła wyprawa buntowników wspierana przez koalicję śląską pod dowództwem Wilhelma, księcia opawskiego. Po drodze opanowano Księstwo Ziębickie oraz Zamek Karpień, który został prawdopodobnie częściowo zniszczony. Działania wojenne wygasły dopiero w 1444 r. Do momentu śmierci Hinka Kuśiny (w 1454 r.) zamek mógł funkcjonować jeszcze jako zrujnowany obiekt, pełniący rolę np. bazy wojskowej, lub jakieś funkcje administracyjne. Mniej więcej od połowy XV w. stopniowo pustoszeje popadając w całkowitą ruinę. Ostatecznie w 1513 r. ukrywających się w niszczejącym zamku rozbójników pojmano lub wypędzono. Od tamtego czasu zamek stoi pusty, ulegając degradacji.

Z 1580 r. pochodzą pierwsze wzmianki o wykorzystaniu materiału z zamku do budowy obiektów w Lądku Zdroju. Proceder ten musiał trwać do końca XVIII w. kiedy to ruiny zamku zwróciły uwagę kuracjuszy i miłośników historii. W 1847 r. przeprowadzono pierwszą próbę przeprowadzenia pierwszych prac archeologicznych na zamku. W pełni się to udało w 1882 r. Przeprowadził je Burmistrz Lądka Zdroju Karl Wehse. Jeszcze w tym samym roku, jak i w latach następnych do 1912 r. podejmowano akcję zabezpieczenia oraz częściowej rekonstrukcji ruin. Między innymi z inicjatywy Lądeckiego Towarzystwa Upiększania wzniesiono w 1885 r. na przedzamczu drewnianą wieżę widokową. Ale nie konserwowaną grożącą zawaleniem rozebrano w 1900 r. Dla celów dydaktycznych wykonano także płytę kamienną z naniesionym na nią planem obiektu. Jednak nie zachowała się do dnia dzisiejszego, podobnie jak wydobyte w trakcie prac archeologicznych zabytki ruchome.

Mury zamkowe o wysokości 3 metrów uległy wyburzeniu w latach 1960-62.

 


 

Lądeckie podania 

JAK ODKRYTO ŹRÓDŁO ŚW. JERZEGO

"Trafiło się (...) iż pewny skotopas zapuścił się głęboko w knieję ze swoim bydłem, a w tem zobaczył z daleka tak piękny zdróy, że mu się odrazu pić z niego zachciało. Ale gdy zamiast świeżey wody, iaką tam bydź rozumiał, znalazł smak wody gorącey, nietylko się wstrzymał od picia, ale się niezmiernie zadziwił nad niezwyczaynym zapachem i kolorem tey wody, a czego sam doświadczył opowiedział to drugim ludziom, którzy iey się podobnymże sposobem przypatrywali, kosztowali, rozważali i nakoniec z wszystkiego tego w nieśli, że zdróy ten musi koniecznie zawierać w sobie coś dobrego, przeto też zrobili doświadczenie, czyliby się woda ta w chorobach nieprzydała i znaleźli sprawiedliwie że się dorozumienie ich niezawodnem w tey mierze bydź okazało.

Gdy więc przez iakiś czas po kilkakrotnem używaniu mieszkańce tych okolic znaleźli zbawienny pożytek tego zdroiu, wnet się sława iego w dalsze i obce strony rozeszła, tak iż się zewsząd lud w to mieysce gromadził, i w wielu ułomnościach cielesnych znaydował zbawienne skutki iego cnoty.

To wszystko zrządziło poźniej, że źrzódło to ocembrowano na stok [samowypływ], przy którym zbudowano mały domek chociaż ladaiaki, ale przecież dogodny dla ludzi obcych, którzy tu mogli zanocować i bezpłatną znaleść pomoc" (wg K. F. Moscha).

 

O LĄDECKIM HERBIE

W XVI w. miasto Lądek otrzymało ze stołecznej Pragi nowy herb. Jakież było zaskoczenie i smutek rajców miejskich, gdy po rozpakowaniu przesyłki okazało się, że podarowany miastu w herbie czeski lew ma odłamany ogon. Zrozpaczeni przedstawiciele udali się do Pragi i z zakłopotaniem zwrócili się do króla, przedstawiając przygodę, która się wydarzyła. Król pocieszył ich, lecz chcąc zabezpieczyć nowego lwa przed utratą ogona w ciężkiej podróży wozami po wertepach ówczesnych dróg, kazał przyprawić mu dwa ogony. Gdyby jeden z nich się złamał - pozostanie jeszcze drugi. Rajcowie pięknie podziękowali królowi za łaskę i przewozili nowego lwa tak ostrożnie, że do Lądka dojechał on tym razem w całości z dwoma ogonami.

 

ZAKOPANY TESTAMENT

W ziemi znajduje się wiele schowanych przez stulecia i zapomnianych skarbów, lecz nie istnieją żadne znaki, które mogłyby wskazywać na miejsce ich ukrycia. Był jednak człowiek, który taki znak otrzymał - był to proboszcz lądeckiej parafii.

Przy drodze do Lutyni, tuż za domem "Nad Potokiem", po lewej stronie pod drzewem stoi metalowy krzyż na postumencie. Dawno, dawno temu przechodzącym ludziom zaczęła w tym miejscu w południe ukazywać się blada, biało odziana kobieta, która kręcąc się wkoło, czegoś szukała. Nie odpowiadała na żadne pytania, a słychać było tylko szelest jej sukni. W końcu ludzie zaczęli z daleka obchodzić to miejsce. Gdy dowiedział się o tym lądecki proboszcz chciał sprawdzić, czy rzeczywiście to, co opowiadają ludzie jest prawdą. Ubrany w komżę, z przewieszoną fioletową stułą wraz z poprzedzającym go chłopcem, który niósł wodę święconą, poszedł tam przed samym południem. Gdy tylko umilkły dalekie dzwony na Anioł Pański, pojawiła się owa blada kobieta. Jako kapłan bez obawy podszedł do kręgu, w którym się obracała i zapytał, w imieniu Trójcy Świętej, kim ona właściwie jest. Na to odpowiedziała mu donośnym głosem:

"Byłam żoną miejscowego kupca. Ponieważ nie mieliśmy dzieci, mąż mój pragnął przed śmiercią, aby wszystkie nasze bogactwa, których nie zużyję do końca życia, przeznaczyć na budowę kościołów. Ale ja się z tym nie zgadzałam. Po śmierci męża wszystkie pieniądze i kosztowności wraz ze zwojem pergaminu, na którym zapisana była jego ostatnia wola, zakopałam w tym miejscu. Za karę, mimo że Bóg dawno powołał mnie już do siebie, nie mogę zaznać spokoju, gdyż muszę pilnować tych bogactw do czasu, aż ktoś je odnajdzie i wykorzysta na ten zbożny cel."

Kapłan zapewnił biedną duszę, że powróci ona do spokoju wiecznego i błogosławiąc ją odszedł. Chłopiec, gdy tylko na początku zobaczył zjawę, uciekł daleko i nie słyszał całej rozmowy. Tak więc następnej nocy proboszcz nie niepokojony przez nikogo wykopał garniec z kosztownościami. A były tam i złote monety i drogie ubrania, i kamienie szlachetne, a także pergaminowy zwój testamentu.

Proboszcz dotrzymał słowa i po kilku latach urzeczywistniło się pragnienie zmarłego kupca - powstało siedem kościołów i kaplic, m.in. w Lądku i w Travnej. Kiedy zakończono budowy i skończyły się pieniądze, proboszcz poszedł znów w miejsce, gdzie pojawiała się ciągle niespokojna dusza. Pobłogosławił ją, skropił święconą wodą i modlił się gorąco o sprawiedliwość Boską. Odtąd zjawa ta nie pojawiła się już nigdy więcej. Aby nikt nie dowiedział się o całej sprawie, proboszcz ukrywał schowany w tajemnicy pamiętny zwój pergaminu i pewną zaufaną osobę zobowiązał, że po śmierci dokument ten zostanie włożony do jego trumny. Tak też się stało. Przeminęły wieki i niestety zapomniano o tym wielkim budowniczym kościołów w tej okolicy (wg W. Hohausa).

 

JEŹDZIEC BEZ GŁOWY

W miejscu gdzie rzeka Biała Lądecka pomiędzy Lądkiem a Radochowem wyraźnie zmienia swój bieg, a przy zakręcie drogi biegnącej do Złotego Stoku znajdują się resztki Oszukańczej Studni, nocą jest bardzo niebezpiecznie. W ciemności pojawia się tu od strony miasta niesamowity jeździec, który trzyma swą głowę w ręce, a z jej oczu wypływa krew. Zupełnie nie słychać przy tym końskiego stąpania, a po minięciu zakrętu widmo znika. Nie wiadomo skąd i dokąd się on udaje i co mu się przydarzyło. Z pluśnięcia towarzyszącego mu w chwili znikania można wnosić, że wpadł on być może kiedyś do rzeki i utonął, ale jest to tylko przypuszczenie (wg R. Haucka).

 

MSZA DUCHÓW

Kiedyś mieszkał na zamku Karpień rycerz, który lubował się w polowaniach. W wyprawach brali udział jego słudzy, spośród których jeden młodzieniec wyróżniał się jako najlepszy strzelec. Strzelec ów spotkał kiedyś w drodze do miasta śliczną mieszczkę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Wkrótce zaręczyli się i mieli wziąć ślub. Jednak na którymś z polowań raniony potężny jeleń zaatakował myśliwych i przebił rogami naszego młodzieńca. Strasznie rozpaczała młoda wybranka po utracie narzeczonego i z czułością przechowywała pierścionek zaręczynowy. Cierpiała tak tygodnie i miesiące, aż nadszedł adwent i codziennie zaczęła chodzić rano do kościoła, aby modlić się za duszę nieżyjącego narzeczonego. Którejś nocy wyrwały ją ze snu dzwony. Myśląc, że jest spóźniona wstała szybko, ubrała się, lecz idąc przez miasto zwróciła uwagę, że jest jeszcze zbyt ciemno, a na ulicach nie widać ludzi. Gdy pośpiesznie weszła do kościoła, świeciły się w nim wszystkie światła, kościół był pełen ludzi, a na przodzie zobaczyła dawnego pana zamku z całą drużyną, w tym również modlącego się swego narzeczonego. Przy ołtarzu ujrzała nieznajomego księdza, a do mszy służyło dwóch ministrantów, którzy dzwonili, lecz nic nie było słychać, panowała kompletna cisza. Jeden z ministrantów zaczął zbierać ofiarę do koszyczka, ale ponieważ panna zostawiła z pośpiechu woreczek z pieniędzmi w domu, widząc swego narzeczonego wrzuciła na ofiarę zaręczynowy pierścionek. W tym momencie powstał w kościele wielki szum i wszystko zniknęło. Przerażona pobiegła do domu czując, że kończy swój żywot. Zdołała jednak jeszcze wszystko opisać.

Jak się okazuje, była ona obecna na mszy duchów, która odbywa się co sto lat w okresie adwentu. Biorą w niej udział wszystkie chrześcijańskie dusze osób zmarłych w tym okresie. Rankiem krewni znaleźli młodą pannę już martwą, z przerażeniem przeczytali pozostawiony opis, ale co najciekawsze, pierścionek zaręczynowy znaleziony w kościele w koszyku ofiarnym potwierdzał prawdziwość całej historii (wg R. Haucka).

 

PANNA Z KARPOWA

Dawno, dawno temu pewna szlachcianka ze wsi Karpno zakochała się w młodym rycerzu z zamku Karpień. Był on bardzo piękny, odznaczał się wielką walecznością, lecz już wcześniej pokochał uroczą pasterkę i z tego powodu wcale nie reagował na zaloty szlachcianki. Gdy ta dowiedziała się o uczuciu rycerza do pasterki, postanowiła się okrutnie zemścić. Sztyletem przebiła serce tego, który nie odwzajemniał jej miłości. Jak wielka była rozpacz pasterki - można sobie wyobrazić. Szlachcianka zaś, choć ubolewała nad swoim czynem, nigdy nie zaznała spokoju, także po śmierci. Odtąd co sto lat pokazuje się na ziemi i gdy zobaczy ją jakaś młoda panna przepowiada jej to szczęście bądź nieszczęście w przyszłości. Gdy zjawa ukazuje się strojnie ubrana, w sukni przyozdobionej kwiatami i częstuje młodych owocami i chlebem, oznacza to dla nich szczęście i dobrą przyszłość. Gdy natomiast spotka się ją w łachmanach i bez darów, wtedy przyszłość nowożeńców zapowiada się marnie, a młoda żona wyleje wiele łez (wg R. Haucka).

Wybierając się zatem na wycieczkę na Trojak, na zamek Karpień, czy w ich okolice, uważnie patrzcie młodzi na spotkane w lasach osoby, stuletni okres może kończy się właśnie teraz.

 

O RYCERZU ZWODNIKU

W roku 1428, gdy husyci bez powodzenia oblegali Kłodzko, niektórzy z nich zajęli zamki Karpień i Szczerba. Na zamku karpieńskim usadowił się okrutny rycerz, który siał zgrozę w całej okolicy. Napadał on i rabował bez litości i okolicznych mieszkańców, i kupców, nie szczędząc przy tym ciężarnych kobiet i osesków. Zbójnik ten wszędzie zabierał za sobą swoją drużynę zabijaków, lecz było pewne miejsce, gdzie udawał się tylko sam. Był to dom pięknej kobiety lekkich obyczajów, mieszkającej w Lutyni. Gdy rycerz ujrzał ją po raz pierwszy, zakochał się w niej bez opamiętania i gdy tylko mógł, w przerwach swej niecnej działalności, przyjeżdżał do niej konno. Dość długo samotnie przedostawał się niepostrzeżenie przez lasy z zamku do Lutyni i z powrotem. Ale pewnego razu odkryto jego tajemnicę i kilku bardzo odważnych mężczyzn postanowiło go zgładzić, by przynieść tym spokój Lądkowi i całej okolicy. Lecz rycerz ostrzeżony przez jednego z drwali kazał kowalowi przekuć podkowy u swego konia w drugą stronę. Tak więc gdy wyjeżdżał on z Karpienia do swej lubej ślady wskazywały, że wrócił już do zamku. Ci, którzy nocami zasadzali się na niego w lesie, wiele razy dali się tym zwieść. Gdy zorientowali się jednak w oszustwie, zaczaili się na rycerza-rabusia i zabili go.

Ponieważ nazwisko tego uciążliwego gospodarza zamku było trudne do wymówienia, stąd przez owo mylenie śladów nazwano go Zwodnikiem. Dolina potoku Karpowskiego, ciągnąca się pomiędzy nieistniejącą dziś wsią Karpno a Trojakiem, którędy rabuś galopował nocami do Lutyni, długo nosiła nazwę Doliny Zwodnika. Pomiędzy ruinami zamku a wsią Karpno znajdował się również Lasek Zwodnika, w którym dosięgnęła go śmierć. Pochowano natomiast okrutnika przy drodze z Lądka do zamku, w pobliżu miejsca, gdzie niebieski szlak turystyczny skręca za domem "Trojan" z ul. Leśnej w lewo, do lasu; znajdował się tu niegdyś krzyż i lądczanie przechodząc tędy nocą robili to szybko i ze strachem (wg W. Hohausa).

 

O KARPIEŃSKICH SKARBACH

"Podług legendy wielkie pod ruinami mają być ukryte skarby: Uboga wdowa z okolicznéj wioski wybrała się razu pewnego o północy wraz z swym jednorocznym synkiem, którego samego w domu zostawić nie chciała, na ruiny, aby w korzystnéj téj nocnéj porze coś zabrać ze skarbów. - Drzwiami na pół uchylonemi wstąpiła do jasno oświetlonéj sali, gdzie na podłodze napiętrzone znajdowały się kupy złota i śrebra.

Posadziwszy dziecko na ziemi i zabrawszy ile tylko mogła ze skarbów, posłyszała nagle bijącą godzinę pierwszą; w tem drzwi, któremi była weszła, zaczęły skrzypieć w wrzeciądzach i zwolna się zamykać, a przestraszona matka tylko tyle miała jeszcze czasu, aby z skarbami prędko wydostać się z sali.

Gdy się drzwi naraz z wielkim zawarły łoskotem, spostrzegła się dopiero nieszczęśliwa, że zapomniała o synku, że zostawiła go w sali; boleścią przejęta i przestraszona utraciwszy przytomność upadła na ziemię. - Przyszedłszy do zmysłów podniosła się biedna i poczęła szukać drzwi, przez które była weszła, a nie widząc żadnego śladu zmuszoną była powrócić do domu, gorżkie sobie robiąc wyrzuty.

Gdy minął rok pełen wyrzutów sumienia i żałoby, wybrała się nieszczęśliwa matka o tym samym czasie na ruinę Karpensteinu, aby tym razem przynajmniej kości ukochanego dziecka, zabrać ze sobą do domu. Tak jak pierwszym razem znalazła drzwi uchylone i salon rzęsisto oświetlony; jak wielkie było jéj zdumienie, gdy wszedłszy do sali spostrzegła synka żywego i zdrowego bawiącego się złotem jabłkiem i wyciągają tego ku niéj rączęta. - Tym razem zapomniała o skarbach, uszczęśliwiona porwała swe dziecię, a tuląc je do piersi podążyła do domu" (A. Ostrowicz).

 

O CZERWONYCH ŁĄKACH

Wiele dolin i wzniesień tutejszej ziemi przesiąkniętych jest krwią, lecz najwięcej krwi polało się wtedy, gdy w trakcie wojny trzydziestoletniej okolice te spustoszyli Szwedzi. Największa bitwa rozegrała się w lipcu 1639 r. w płaskiej dolinie rozciągającej się na południe od Lądka. W zażartych walkach, oprócz mieszkańców wspierających cesarskie wojska, uczestniczyły nawet dzieci. Przelało się tu wiele krwi, lecz w większości była to krew szwedzka. I to jest właśnie przyczyną charakterystycznego zabarwienia tutejszej ziemi. To również dało początek miejscowym nazwom Czerwone Łąki i Czerwony Potok.

O zaciętości walk świadczyć miał fakt, że w ich trakcie zginęło aż czterech szwedzkich generałów. Ich ciała złożono razem do grobu u stóp Radoszki i grób nakryto czterema kamiennymi blokami. Po zakończeniu wojny podpisaniem pokoju westfalskiego w 1648 r. kamienie te zastąpiono niewielką kapliczką. Na pamiątkę zwieńczona jest ona czterema szczytami. Kapliczka stoi dotąd w miejscu, gdzie przecinają się drogi z Lądka do Kłodzka i z Radochowa do Kątów Bystrzyckich, przy przystanku PKS Radochów.

 

 

« powrót
Aktualności | O nas | Nasz statut | Fotografie | Nasze projekty | Linki | Kontakt | SudetyNET 2010 ©